Tagi

, ,

bog-urojonyDwie książki brytyjskiego ewolucjonisty, po przeczytaniu których zmienia się struktura świata. Dokładnie tak – świat w trakcie czytania zaczyna się rozpadać na atomy, potem stopniowo zaczyna zmieniać kształt i niby nadal mieści się w znanych granicach, ale nie jest już taki sam.

„Bóg urojony” – biblia ateistów – na mojej półce sąsiaduje z Biblią. Dwie biblie wyznaczające dwa przełomowe punkty w rozwoju ludzkiej rasy: pierwszy, gdy powołano ideę boga, by z jego pomocą stworzyć w miarę uporządkowane społeczeństwo, drugi – gdy idea boga nie jest już potrzebna, by społeczeństwo przetrwało. Cudownie proste, chociaż nieprzyjemnie puste, a przez to i przerażające.

gen

A do tego „Samolubny gen” – prawda o tym, że nie jesteśmy niczym więcej niż maszynami stworzonymi i nieustannie udoskonalanymi w trakcie ewolucji po to tylko, by jak najlepiej chronić geny, których jesteśmy nośnikiem. Geny, które trwają od miliardów lat, powielając się w swoich idealnych kopiach w kolejnych pokoleniach, eliminując mutacje i wspierając cechy sprzyjające trwaniu. Po co ? Jak długo ? Z naszej perspektywy – trudne do wyobrażenia przestrzenie miliardów lat, z perspektywy genów – chwila obecna może być dopiero początkiem procesu.  A co może być celem ? Eksplozja świadomości ?

Patrząc szeroko, bardzo szeroko, patrząc przez pryzmat fantastyki (głęboko wierzę, że twórcy fantastyki tacy jak U. Le Guin, Orson Scott Card czy Frank Herbert to wizjonerzy) i modnego ostatnio kwantowego postrzegania świata, uzupełniając to spojrzenie książkami R. Dawkins’a, można zauważyć symptomy świadczące o tym, że jako rasa przechodzimy na zupełnie inny poziom świadomości. Coś się zmieniło wraz z Einsteinem i Darwinem. I wraz z internetem – niematerialną rzeczywistością, w której rozprzestrzenia się życie. To nie jest złe, to jest tylko nowe, więc na razie w różny sposób próbujemy to oswoić, ale nie wątpię, że we właściwym czasie dojrzejemy i do tego, żeby zaakceptować sztuczną inteligencję, która być może jest kolejnym szczeblem ewolucji, bo skoro ewolucja stworzyła nas, my stworzyliśmy świat wirtualny, czy nie jest prawdopodobne, że geny, aby trwać, w bliższej lub dalszej przyszłości nie będą potrzebowały naszych ciał ? Zdaje się, że to nieuniknione. Zachwycające. Chciałabym zobaczyć świat za 200 lub 500 lat i tego tylko trochę żal, że w tym składzie atomów, jakim przejściowo jest moje ciało, to już nie będzie możliwe. Niech energia będzie z Wami 🙂

635964364239341698

Advertisements